Trzy największe mity dotyczące spółki z o.o.

Błażej Sarzalski        20 sierpnia 2016        Komentarze (7)

Jestem aktualnie na wakacjach, więc wpis będzie krótki, wakacyjny :)

(Nie, nie oznacza to, że jestem cyborgiem, który siedząc pod palmami wymyśla sobie wpisy na bloga prawniczego, tekst ten napisałem i zaplanowałem wcześniej).

Dzisiaj trzy mity, z którymi najczęściej spotykam się rozmawiając z osobami, które chcą założyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

Mit nr 1: Spółka odpowiada za swoje zobowiązania do wysokości kapitału zakładowego.

Absolutny top wszystkich mitów na temat spółki z o.o., z którym niestety spotykam się zadziwiająco często. Najbardziej szkodliwy. Spółka odpowiada za swoje zobowiązania całym swoim majątkiem, a więc nie tylko tym kapitałem, który często wynosi 5.000 złotych, ale także tym co zarobiła w trakcie swojego działania – cały majątek spółki, w razie problemów, narażony jest na egzekucję. Ograniczona odpowiedzialność dotyczy natomiast osób będących wspólnikami, które nie zasiadają w zarządzie. Tak, te osoby ryzykują zwykle tylko swoim wkładem do spółki, chyba że w umowie spółki zastrzeżono jakieś inne obowiązki dla wspólników.

Mit nr 2: Nie można ruszać tego co wniesiono jako wkład na kapitał zakładowy.

Można. Pisałem o tym w jednym ze swoich pierwszych wpisów na tym blogu. Co więcej, często mamy do czynienia także z niezrozumieniem istoty kapitału zakładowego. Powtórzę więc raz jeszcze: kapitał zakładowy to zapis księgowy odzwierciedlający wartość pierwotnych wkładów właścicieli wniesionych do niej przy zakładaniu spółki. Tu przyznam się, z pewną nieśmiałością, że będąc jeszcze świeżo upieczonym absolwentem studiów prawniczych sam wierzyłem w ten mit  – wszystko przez to, że profesorowie tuką do głowy zasady nienaruszalności kapitału zakładowego i podobne wymysły, które nie mają nic wspólnego z praktyką prowadzenia spółek :)

Mit nr 3: Prowadzenie spółki z o.o. jest skomplikowane.

Nie jest. Przynajmniej nie bardziej niż działalności gospodarczej, a jedyny praktyczny aspekt tego skomplikowania to tzw. pełna księgowość. Z tym mitem związany jest kolejny, a mianowicie taki, że trzeba zatrudniać księgowego na etacie – nie, nie trzeba. Aktualnie biura księgowe prześcigają się w korzystnych ofertach prowadzenia ksiąg rachunkowych spółek z o.o.

Zastanawiałaś/eś się nad tym w jaki jeszcze sposób ludzie mitologizują spółkę z o.o.? A może sam masz jakieś mity, które rozwiałeś dzięki temu blogowi? :)

Pozdrowienia z kraju pełnego słońca i do zobaczenia w Polsce już we wrześniu!

Nieletni udziałowiec spółki z o.o.

Błażej Sarzalski        12 sierpnia 2016        Komentarze (5)

Czy dziecko może być udziałowcem spółki z ograniczoną odpowiedzialnością?

Tak w skrócie brzmiało pytanie jednej z czytelniczek mojego bloga. W teorii oczywiście tak – nieletni może być wspólnikiem spółki kapitałowej, tak jak każdy inny podmiot prawny, który posiada tak zwaną zdolność prawną (czyli zdolność do bycia podmiotem praw i obowiązków). W praktyce jednak sytuacje tego typu nie zdarzają się powszechnie, choć nie są też jakimiś szczególnymi wyjątkami, dotyczy to zwykle sytuacji prawnej, która powstaje w wyniku dziedziczenia udziałów zmarłego wspólnika (Tego, jak uniknąć dziedziczenia udziałów przez dziecko, dowiesz się tutaj!)

Co jednak gdyby nielatowi zamarzyło się otwarcie własnej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością? Jak podejść do tego typu sytuacji? Okej, najpierw krótka powtórka pierwszego wykładu z prawa cywilnego, ale spokojnie, bez wchodzenia w szczegóły 😉

Dzieciaki nie mogą same zawierać umów. Do trzynastego roku życia w praktyce nie mogą wcale, po trzynastym roku życia, aż do osiągnięcia pełnoletności mogą działać tylko w drobnych, bieżących sprawach życia codziennego oraz w ograniczonym zakresie w zarządzie powierzonym im majątkiem własnym. W innych sprawach potrzebują zgody rodzica lub innego opiekuna ustawowego.  Mamy tutaj pierwszy element – za dziecko przy zawieraniu umowy spółki z o.o. lub nabywaniu udziałów musi działać rodzic lub inny opiekun.

Na tym jednak nie możemy poprzestać. Wejście w spółkę z innymi osobami to poważna decyzja, która wiąże się też w pewnym zakresie, z odpowiedzialnością za przyszły los tej spółki. Stąd przy zarządzie majątkiem dziecka rodzice zobowiązani są do tego aby przy tzw. czynnościach przekraczających zakres zwykłego zarządu, uzyskać zgodę sądu opiekuńczego na dokonanie tego typu czynności.

Osobiście oceniam, że zawarcie umowy spółki z o.o. przez dziecko zawsze będzie czynnością wymagającą zgody sądu opiekuńczego, a wątpliwości co do tego czy mamy do czynienia z tego typu czynnościami w razie nabywania udziałów przez dziecko, muszą być w mojej ocenie co do zasady rozstrzygane dla dobra dziecka w taki sposób aby czynność prawna mogła być zbadana przez sąd.

Jedyny wyjątek w praktyce, jaki mógłbym dopuścić, to nieodpłatne nabycie udziałów w spółce z o.o. w drodze darowizny, ale także bardzo ostrożnie bym podchodził do ważności tego typu czynności, po uprzednim zbadaniu czy z udziałami nie są powiązane dodatkowe obowiązki, jak na przykład obowiązek powtarzających się świadczeń niepieniężnych, potencjalne dopłaty do spółki, czy też obowiązki innego typu. W praktyce większość tego typu czynności i tak będzie wymagało zgody sądu opiekuńczego.

Polskę zalewają spółki z ograniczoną odpowiedzialnością spółki komandytowe. Powstaje ich coraz więcej i trudno się dziwić. Spółka z o.o. spółka komandytowa to aktualnie najbardziej optymalna i najbezpieczniejsza forma prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce (a po zmianach w prawie upadłościowym jeszcze bardziej bezpieczna).

Dla krótkiego przypomnienia: spółka z o.o. komandytowa to innymi słowy spółka komandytowa, w której wspólnikiem odpowiedzialnym za całość zobowiązań spółki jest komplementariusz – spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, a wspólnikami nie ponoszącymi odpowiedzialności są zwykle osoby fizyczne.

Atrakcyjność tej struktury wynika z trzech faktów:

  • rozciągnięcia drogi dochodzenia roszczeń od osób fizycznych w czasie (pozew przeciwko spółce komandytowej, spółce z o.o., a dopiero na samym końcu przeciwko osobie fizycznej – członkowi zarządu spółki z o.o.),
  • możliwości łatwego uchwycenia przez członka zarządu spółki z o.o. zarządzającej takim wehikułem momentu niewypłacalności spółki z o.o. a tym samym złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości w ustawowym terminie (aktualnie wynosi on 30 dni!)
  • zachowanie transparentności podatkowej tego typu spółki – co oznacza, że nie musimy myśleć o wyprowadzaniu pieniędzy ze spółki – tak jak to ma miejsce w spółce z o.o.

Jest to więc strategia utworzenia działalności gospodarczej, którą polecam ze względu na korzyści podatkowe oraz minimalizację odpowiedzialności osób fizycznych. Na tym jednak nie koniec.

Co byś powiedział/a gdyby przeglądając dane rejestrowe spółki o pięknie brzmiącej firmie ABC Inwestycje Sp. z o.o. Spółka komandytowa albo XYZ Roboty Budowlane S.A. Spółka komandytowa znalazł/a dane rejestrowe spółki komandytowej, ale nie sposób byłoby znaleźć danych spółek ABC Inwestycje Sp. z o.o. albo XYZ Roboty Budowlane S.A.?  Czy jest to możliwe aby takich danych nie było w rejestrze przedsiębiorców?

I tak i nie. Co prawda nie widziałem jeszcze wielu takich prób, ale to tylko kwestia czasu aż one się pojawią. Niektóre obce jurysdykcje pozwalają bowiem utworzyć spółkę typu international business company (międzynarodowa spółka biznesowa), której nazwa może zawierać wyrażenia w dowolnym języku świata, także w polskim. Możemy mieć więc ABC Inwestycje Sp. z o.o. z siedzibą w Panamie, idealną pod polską spółkę komandytową.

Potencjalny raj dla oszustów, chcących uśpić polskich kontrahentów ładną nazwą albo świetna strategia dla ochrony kapitału osobistego przed odpowiedzialnością osoby fizycznej w ryzykownym biznesie przy jednoczesnym wzbudzaniu zaufania u krajowych przedsiębiorców. Chcesz wiedzieć więcej? :)

Praca wspólnika na rzecz spółki jednak opodatkowana

Błażej Sarzalski        25 lipca 2016        Komentarze (14)

Czy zapisana w umowie spółki praca wspólnika na rzecz spółki jest opodatkowana podatkiem dochodowym od osób prawnych z tytułu tzw. nieodpłatnych świadczeń?

Jak stwierdził Naczelny Sąd Administracyjny uchylając wcześniejszy wyrok warszawskiego WSA, jednak tak. Pomimo więc korzystnego wyroku dla mojego klienta, skarbówka postawiła na swoim. Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że decydujące dla faktu, że spółka z nieodpłatnej pracy wspólnika, zastrzeżonej w umowie spółki, powinna rozpoznać przychód, jest to, że wspólnik i spółka to dwa odrębne od siebie podmioty prawne.

Naczelny Sąd Administracyjny uznał także, że ekwiwalentem za takie świadczenia nie może być dywidenda, ta przysługuje bowiem wyłącznie z tytułu posiadania uprawnień majątkowych związanych z faktem bycia wspólnikiem, nie zaś z tytułu tego, że wspólnik w spółkę wkłada pracę. Sąd więc nie wziął w ogóle pod uwagę tego, że spółka z ograniczoną odpowiedzialnością ma cechy spółki hybrydowej, a odpowiednia konstrukcja umowy może zobowiązać wspólników, podobnie jak w spółkach osobowych, do osobistych starań o dobro spółki, poprzez np. pracę lub świadczenie dla niej usług.

Wnioski w tym zakresie są dwa: stało się bowiem i dobrze i niedobrze.

Niedobrze, bo sprawę przegrałem, nikt nie lubi przegrywać. Niedobrze też, że tym wyrokiem NSA blokuje działalność spółek z o.o. z niskim kapitałem, opierających się na pracy własnej wspólników. Nie zauważa tym samym, że strzela w stopę fiskusowi zachęca tym samym do tworzenia kosztów w spółkach.

Stało się więc też dobrze, bo wyciągając pieniądze ze spółki z ograniczoną odpowiedzialnością poprzez pracę własną wspólników możecie teraz śmiało powoływać się na stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego, w końcu nie możecie pracować za darmo, bo inaczej spółka musiałaby od tego zapłacić podatek. W ten sposób zmniejszycie obciążenie podatkowe spółki, a swoją sytuację finansową polepszycie.

O sprawie II FSK 1889/14 poczytacie też w Rzepie.

Umorzenie przymusowe udziałów

Błażej Sarzalski        30 czerwca 2016        Komentarze (0)

Pozbycie się niewygodnego wspólnika ze spółki może być gehenną. Oczywiście, najlepiej wchodzić w spółki tylko z zaufanymi osobami, ale pamiętać należy, że zaufanie też może przejść niejedną próbę. Dosyć częstym, choć nie nagminnym, rozwiązywaniem sytuacji gdy jeden ze wspólników czyni źle bądź wcale nie czyni nic (po prostu przestało mu np. zależeć) w spółce jest ustalanie w umowie spółki instytucji przymusowego umorzenia udziałów.

Co jakiś czas przyglądam się umowom spółek, które regulowały to umorzenie przymusowe i dochodzę do wniosku, że praktyka jest tutaj bogata, ale czasami rozmija się z orzecznictwem sądowym.  Wydawałoby się, że wprowadzenie możliwości zagłosowania za umorzeniem udziałów bez zgody wspólnika, który np. nie kontaktuje się ze spółką, albo prowadzi działalność konkurencyjną (to najczęstsze przykłady regulowania umorzenia przymusowego w umowie spółki) jest głównym celem, dla jakiego ustawodawca przewidział w ogóle możliwość takiej procedury.

Ustawa jest tutaj nad wyraz lakoniczna:

Udział może być umorzony za zgodą wspólnika w drodze nabycia udziału przez spółkę (umorzenie dobrowolne) albo bez zgody wspólnika (umorzenie przymusowe). Przesłanki i tryb przymusowego umorzenia określa umowa spółki.*

Wydawać się może więc, że nic prostszego. Wymyślamy w jakich sytuacjach (przesłanki) i w jaki sposób (m.in. jaką większością głosów, przy jakim kworum, jakie wynagrodzenie przyznajemy mu za umorzone udziały) możemy przegłosować wspólnika i wpisujemy to do umowy spółki. 

Jest tylko jedno, malutkie „ale”, a mianowicie: istnieje orzecznictwo sądowe, także Sądu Najwyższego oraz poglądy prawników, które sprzeciwiają się tzw. sankcyjnemu umorzeniu udziałów, a mianowicie takiemu, które niejako wyprzedza instytucję wyłączenia wspólnika ze spółki. 

Zwolennicy takiego podejścia wskazują, że skoro Kodeks spółek handlowych wprost zawiera instytucję wyłączenia wspólnika ze spółki i dokonuje się to w drodze powództwa cywilnego i w toku procesu cywilnego niezawisły sąd bada, czy istnieją ważne powody wyłączenia wspólnika, to umowa spółki nie może jakby samodzielnie decydować o takich powodach.   Tak też rzecze Sąd Najwyższy: „Przymusowe umorzenie udziałów nie może być wykorzystywane do usunięcia wspólnika ze spółki z przyczyn przewidzianych w art. 266 § 1 KSH”.**

Czy jest to jednak trafne rozumienie przepisów? Gdyby tak to odbierać to instytucja umorzenia przymusowego musiałaby w zasadzie dotyczyć wyłącznie przypadków związanych z samą spółką (np. strata w spółce, śmierć wspólnika), nie zaś z działaniami wspólników, gdzie tutaj wolność i swoboda umów?

Na szczęście ostatnimi laty widzę pewien odwrotny trend w orzecznictwie sądowym, a mianowicie uznawanie, że sankcyjne umorzenie udziałów jest możliwe, pod warunkiem wszakże, że przesłanki umorzenia sankcyjnego będą jasno określone w umowie spółki, w taki sposób, że wyklucza to uznaniowość zgromadzenia wspólników. Dlatego też zalecam aby wprowadzając umorzenie sankcyjne bardzo precyzyjnie redagować możliwe sytuacje umorzenia udziałów, przychylam się jednak do głosów i potrzeb praktyki, że taka możliwość jak najbardziej istnieje i jest zgodna z prawem.***

Kiedy więc można, między innymi,  przymusowo umorzyć udziały wspólnika?

  • w sytuacji gdy wspólnik prowadzi działalność konkurencyjną wobec spółki,
  • w sytuacji gdy wspólnik nie kontaktuje się ze spółką, a brak jego stawiennictwa np. na zgromadzeniach wspólników doprowadza do jej paraliżu,
  • w sytuacji gdy wspólnik umiera, a umowa przewiduje wyłączenie spadkobierców od udziału w spółce,
  • w sytuacji gdy jeden ze wspólników wskutek zmian składu personalnego i ilości udziałów staje się wspólnikiem mniejszościowym.

* art. 199 § 1 Kodeksu spółek handlowych
** wyr. SN z 12.5.2005 r. (V CK 562/04, OSNC 2006, Nr 4, poz. 70)
*** wyroki Sądów Apelacyjnych w Poznaniu z dn. 5.6.2008 r., I ACa 351/08, w Katowicach z dn. 3.11.2011 r., V ACA 528/11, w Łodzi z dn. 28.2.2013 r., I ACA 990/12